Żadnych pilnych telefonów z placu. Żadnych decyzji na wczoraj. Żadnych kosztów, o których dowiadujesz się ostatni. Tak wygląda budowa prowadzona procedurami — na każdej mojej realizacji.
Ryczałt — cena przed startem
Cenę ustalamy przed startem budowy, a ryzyko jej utrzymania jest po mojej stronie. Zmiany w trakcie wyceniam jawnie, zanim podejmiesz decyzję — kosztorys nie ma drugiego dna. Dlatego zanim podam cenę, robię studium wykonalności: ryzyko mogę wziąć na siebie tylko wtedy, gdy dobrze rozumiem projekt.
Raport tygodniowy — piątek, 17:00
Informacja przychodzi, zanim o nią poprosisz: co zrobione, co przed nami, jak idziemy względem planu. Czytasz przy sobotniej kawie — albo wcale. Portal inwestora czeka, gdyby przyszła ochota zajrzeć. Stała godzina to część mechanizmu: informacji, która przychodzi sama, nie trzeba się dopominać.
NDA, zanim wejdziemy na działkę
Umowę o poufności podpisuję przed pierwszą rozmową o szczegółach projektu. Obejmuje mnie i każdą osobę, która pracuje przy realizacji — także pracownię architektoniczną. Dyskrecja dotyczy każdego, kto zna projekt.
Opieka po odbiorze
Po przekazaniu kluczy też nie wracasz do roli inwestora. Basen, wentylacja, ogrzewanie, automatyka — każdy z tych systemów ma swój kalendarz przeglądów. Prowadzę go ja i przypominam o terminach ja. Moja odpowiedzialność nie kończy się przy odbiorze.
Jeden punkt kontaktu
Z budowy nie dzwoni do Ciebie nikt. Architekt, konstruktor, dostawcy, podwykonawcy — wszyscy dzwonią do mnie. Problemy rozwiązuję, zanim staną się Twoje. W praktyce masz jeden numer — mój.
Maksymalnie dwie budowy jednocześnie
Bo mój osobisty nadzór jest częścią ceny. Przy dwóch budowach jestem na placu wtedy, kiedy trzeba — przy dziesięciu mógłbym tylko obiecywać. Jeden nowy projekt w roku i około dwóch lat realizacji: ta arytmetyka wyznacza limit.
Te zasady poznasz w praktyce.
Jedna rozmowa, po której obie strony będą wiedziały, czy idziemy dalej.
Porozmawiajmy o Twoim projekcie