Rezydencje·Wiedza·Rozliczenia i umowa

Notatka praktyka

Zmiany w trakcie budowy rezydencji – kto za nie płaci i kiedy jest za późno

Wojciech Tracichleb10 min czytaniaRozliczenia i umowa
Zdjęcie poglądowe – fotografii realizacji nie publikuję.

W skrócie

Zmiany w trakcie budowy rezydencji będą i u mnie są normalną rzeczą, nie awarią. Każda idzie tą samą drogą: zgłaszasz, ja sprawdzam, czego dotyka, dostajesz informację, ile to będzie kosztować i co zrobi z terminem, decydujesz na piśmie, a na końcu zmiana wraca do dokumentacji. Kto płaci, zależy od tego, skąd zmiana się wzięła: za Twoją decyzję o innym zakresie płacisz Ty, za mój błąd i wzrost cen – ja; warunki gruntowe badamy przed ceną, a to, czego przewidzieć się nie da, opisujemy w umowie. Jeśli trzeba rozebrać coś, co już stoi, płacisz za pierwotną robotę, za rozbiórkę i za wykonanie od nowa – bez narzutu, który miałby Cię ukarać za zmianę zdania. Za późno robi się stopniowo: z każdym etapem trzeba najpierw więcej rozebrać, a tego, co zalano betonem w konstrukcji, nie cofa się już wcale.

Zmiana to normalna rzecz

Nie miałem budowy, na której nic nie doszło – dlatego zawsze planujemy, że coś dojdzie, i robimy zapasy i zapasy od zapasów. Budowa rezydencji trwa około dwóch lat. Przez ten czas bywasz u znajomych i w hotelach, oglądasz cudze wnętrza, a Twój dom rośnie i po raz pierwszy widzisz go w naturalnej skali, a nie na rysunku. Część rzeczy, które wtedy przyjdą Ci do głowy, jest po prostu dobra.

Wolę, żebyś zmienił zdanie w trakcie i żebyśmy coś przerobili – nawet to, co już było wykonane. Nie podchodzę do tego emocjonalnie. Wolę, żebyś na koniec był zadowolony ze swojego domu, niż żeby przez jedną zmianę, za ułamek jego wartości, nie podobał Ci się cały dom. Nieraz rozbieraliśmy pracę, która zajęła kilka tygodni, i robiliśmy ją od nowa inaczej, na życzenie inwestora. Nic ekstra do tego nie doliczam, ale za te prace trzeba po prostu zapłacić.

To, czy zmiana skończy się poprawką na rysunku, czy kuciem gotowej ściany, zależy nie od chwili, w której o niej pomyślisz, tylko od tego, co się z nią dzieje przez kilka kolejnych dni. Dlatego każda idzie u mnie jedną drogą – bez wyjątku, także taka, która wygląda na drobiazg.

Jak zmiana wchodzi na budowę

Najpierw ją zatrzymuję: zdejmuję temat z kolejki prac, żeby nikt nie zamknął go w ścianie, zanim policzymy, co za sobą pociąga – na budowie wystarczy jeden dzień, żeby drobiazg zniknął pod tynkiem. Ta sama zmiana zgłoszona przed tynkowaniem i po nim to dwa różne rachunki, a czasem tej różnicy nie da się już odrobić.

Potem sprawdzam, czego dotyka, i to jest właściwa robota, bo w rezydencji mało która zmiana kończy się tam, gdzie się zaczyna. Przy budowie takiego domu realnie koordynuję 14–15 branż, a między nimi biegną zależności, których na rysunku nie widać: przesunięta ścianka na piętrze zmienia rozkład obciążenia na stropie, zabiera miejsce rurom ogrzewania podłogowego, przesuwa punkty oświetlenia i wymusza poprawkę w automatyce. Jeżeli zmiana dotyka konstrukcji albo zatwierdzonego projektu, najpierw trafia do projektanta i konstruktora, a dopiero potem na budowę: to oni ją oceniają i w razie potrzeby przygotowują rysunek zamienny. Nic takiego nie dzieje się na własną rękę.

Dopiero wtedy dostajesz informację, ile to będzie kosztować i co zrobi z terminem. To dwie osobne rzeczy, bo koszt i czas na budowie nie idą w parze: tania zmiana potrafi opóźnić prace o tygodnie, jeśli trzeba poczekać, aż coś wyschnie albo dojrzeje. Skąd się biorą takie przerwy, opisałem w tekście o tym, dlaczego budowa rezydencji trwa około dwóch lat. Rozpiski pozycja po pozycji przy tym nie dostajesz – przedmiar robię u siebie, a do Ciebie trafia cena zmiany i jej wpływ na kolejność prac. Zmiany w trakcie wyceniam jawnie, zanim podejmiesz decyzję.

Potem decydujesz na piśmie: co się zmienia, ile kosztuje i co robi z terminem. Nie „na telefon” i nie „jakoś to ustalimy”. Zmiana ustalona kiedyś na budowie, bez żadnego zapisu, po pół roku staje się źródłem sporu, bo każdy zapamiętał ją trochę inaczej.

Na końcu zmiana wraca do dokumentacji – jako zapis tego, co naprawdę stanęło, a nie tego, co planowaliśmy. Bez tego za rok nikt nie będzie wiedział, co jest w ścianie; z takim zapisem dom da się bezpiecznie przebudować albo naprawić nawet za 20 lat.

Ta droga działa też w drugą stronę: o decyzjach, które należą do Ciebie, wiesz z takim wyprzedzeniem, jakiego wymagają prace, żeby żadna nie czekała na Ciebie na budowie i nie zamieniła się w zmianę po fakcie.

Kto płaci za co

Przy zmianach najczęściej pada pytanie, kto za nie zapłaci. Jednej odpowiedzi nie ma, bo rachunek rozkłada się w zależności od tego, skąd zmiana się wzięła.

Skąd wzięła się zmiana Kto za nią płaci
Chcesz czegoś innego, niż uzgodniliśmy – inny zakres, inne rozwiązanie Ty – decydujesz, znając cenę i wpływ na termin, zanim ktokolwiek weźmie się do pracy
Coś zostało zrobione niezgodnie ze sztuką albo z ustaleniami Ja – naprawa mieści się w cenie umowy i nie robimy z niej aneksu
Materiały albo robocizna drożeją w trakcie; przy tym samym zakresie roboty jest więcej, niż policzyłem Ja – cena z umowy się nie zmienia
Grunt albo warunki zastane okazują się inne, niż wynikało z badań Zasady są opisane w umowie, zanim ją podpiszesz; badania robimy przed ceną

W pierwszym wierszu o zmianie ceny decydujesz Ty. Umówiliśmy się na konkretny zakres za konkretną cenę, a Ty ten zakres poszerzasz albo przestawiasz, więc cena idzie za zakresem.

Drugi wiersz jest po mojej stronie i nie ma tu miejsca na dyskusję: prowadzenie budowy to mój zawód, więc jeśli popełnię błąd, jest to mój koszt, nie Twój. Trzeci wynika z ryczałtu, czyli modelu, w którym rozliczam całą budowę i ryzyko kosztów w uzgodnionym zakresie biorę na siebie.

Najtrudniejszy jest czwarty wiersz, bo dotyczy tego, czego przed rozpoczęciem budowy nie widać. Dlatego badania gruntu robimy przed ceną, a nie po niej – żeby ryzyko nazwać i policzyć, zanim cokolwiek podpiszesz. Wszystkich niespodzianek badania nie usuną, więc to, czego rzetelnie przewidzieć się nie da, opisujemy w umowie osobno – razem z zasadami wyliczenia i informowania o kwocie, jeszcze przed podpisem, a nie w środku wykopu.

Najprościej widać to u krawca: jeśli po przymiarce poprosisz o inny kołnierz, płacisz za przeróbkę, bo zmieniłeś zamówienie; jeśli krawiec krzywo wszył rękaw, poprawia go na swój koszt. O tym, kto płaci, nie decyduje ilość pracy, tylko to, po czyjej stronie była decyzja albo pomyłka.

Moment, po którym zmiana przestaje być zmianą

Na każdej budowie jest granica, po której rachunek za tę samą rzecz rośnie skokowo. Dopóki zmiana jest na rysunku, oznacza poprawkę ołówkiem i kilka godzin pracy projektanta. Kiedy ściana już stoi, a biegną w niej rury, kable i ogrzewanie, ta sama poprawka zaczyna się od rozbiórki.

I tu jest sedno pytania o prace już wykonane: one nie znikają za darmo. Robimy tak, żeby móc spojrzeć Ci w oczy i powiedzieć, że to jest policzone tak, jak należy: jeśli trzeba rozebrać to, co było wykonane, płacisz za to, co było wykonane, za rozbiórkę i za zrobienie od nowa. Wszystko to mieści się w jednej cenie zmiany, którą znasz, zanim zdecydujesz. Nie doliczam do niej narzutu – ani takiego, który miałby Cię do zmiany zniechęcić, ani takiego, który miałby Cię za nią ukarać.

Do dopilnowania masz na budowie kilka elementów. Część z nich to decyzje należące do Ciebie i w przypadku niektórych jest to ostatni moment na ich podjęcie. Z domów, które budowałem, wiem, że chodzi przede wszystkim o poziom gotowej podłogi, wielkość okien i rozkład ścian. Od poziomu podłogi zależy, na jakiej wysokości staną nadproża i parapety. Zmniejszenie wymurowanego już otworu okiennego to zawsze dodatkowy, niepotrzebny koszt, a przesunięcie ściany, w której siedzą już przewody, potrafi oznaczać pół pomieszczenia do skucia. Dlatego przy każdej zmianie mówię Ci nie tylko, ile kosztuje, ale też, czy jesteśmy jeszcze przed tym momentem, czy już za nim. O tym, w jakiej kolejności takie decyzje przychodzą i ile czasu naprawdę na nie masz, piszę osobno w tekście o decyzjach estetycznych.

Są wreszcie rzeczy, których nie cofa się wcale, bo rozbiórka nie miałaby sensu: kondygnacja podziemna, przebieg głównej konstrukcji, wszystko, co zalano betonem na starcie. Przy nich czasem odpowiadam, że tego już nie ruszymy i możemy to najwyżej obejść. Wolę powiedzieć to od razu, niż obiecać coś, co za pół roku okaże się kompromisem.

Kiedy zmiana się nie opłaca – i czego nie obiecuję

Nie każda zmiana, o którą poprosisz, przejdzie przez tę drogę bez mojego komentarza. Jeżeli powiem, że coś się nie opłaca, to dlatego, że mam policzony koszt i czas, a nie dlatego, że wolałbym tego nie robić.

Zmiana przestaje się opłacać wtedy, kiedy to samo da się osiągnąć prościej albo wcześniej. Bywa, że drobna poprawka estetyczna sięga tak głęboko w gotowe prace, że jej koszt i czas są zupełnie nieproporcjonalne do tego, co realnie zyskujesz, a prostsze rozwiązanie daje niemal ten sam efekt przy mniejszym ryzyku. Decyzja zostaje Twoja, bo to Twój dom i Twoje pieniądze, ale zapada na podstawie policzonego kosztu i czasu, a nie na wyczucie.

Część zmian po zobaczeniu pełnej wyceny po prostu odpada. Nie z braku pieniędzy: kiedy widzisz cały rachunek, koszt razem z czasem, część pomysłów przestaje mieć sens i sam z nich rezygnujesz.

Czego nie obiecuję: że każda zmiana jest możliwa i że każda jest tania. Nie obiecuję też, że po drodze nie pojawi się żadna – pojawi się, i to nie jedna. Nie powiem Ci również, że każdą zmieszczę w tym samym terminie: część da się wpleść w przerwę technologiczną, a część opóźnia kolejne etapy. Koszt i skutki każdej z nich poznasz, zanim o czymkolwiek zdecydujesz.

O co pytać wykonawcę o zmiany na budowie

Te pytania zadaj każdemu wykonawcy, z którym rozmawiasz o budowie – mnie też. Po odpowiedziach szybko poznasz, czy zmiany są u niego procesem, czy improwizacją:

  1. Jak zgłasza się zmianę i co się z nią dzieje, zanim ktokolwiek weźmie się do pracy?
  2. Czy przed wykonaniem dostanę cenę zmiany i jej wpływ na termin, czy o koszcie dowiem się z faktury?
  3. Kto płaci za poprawkę błędu wykonawczego i czy robi się z niej aneks?
  4. Jak liczona jest praca już wykonana, którą trzeba rozebrać?
  5. Czy zmiany dotykające konstrukcji trafiają do projektanta przed wykonaniem i czy wracają potem do dokumentacji?

Trzy odpowiedzi powinny zapalić Ci czerwoną lampkę: „zrobimy i się rozliczymy” bez ceny z góry, „drobiazg, nie ma o czym mówić” przy zmianie, która dotyka instalacji, oraz wymijająca odpowiedź na pytanie o dokumentację. Każda z nich zapowiada, że o skutkach zmiany dowiesz się dopiero na końcu.

Na pytania o współpracę ze mną – od pierwszej rozmowy po model rozliczenia – odpowiadam w sekcji Pytania.

Najczęstsze pytania

Czy każdą zmianę da się wprowadzić w trakcie budowy?

Nie każdą i nie na każdym etapie. Dopóki zmiana jest na rysunku, jest tania i łatwo ją sprawdzić, choć i wtedy musi się zgadzać z konstrukcją, przepisami i budżetem. Im głębiej w gotowe prace, tym więcej trzeba najpierw rozebrać, a tego, co zalano betonem albo zamknięto w konstrukcji, nie cofa się już wcale.

Kto płaci za zmianę na budowie – inwestor czy wykonawca?

To zależy, skąd się wzięła. Za zmianę zakresu na Twoje życzenie płacisz Ty, a decyzję podejmujesz na piśmie, znając cenę i wpływ na termin. Poprawka błędu wykonawczego jest po stronie wykonawcy i u mnie mieści się w cenie umowy, bez aneksu. Grunt i warunki zastane badamy przed ceną, a zasady na wypadek niespodzianki opisujemy w umowie, zanim ją podpiszesz.

Ile kosztuje zmiana projektu w trakcie budowy?

Stałej stawki na to nie ma. Ta sama zmiana ma inną cenę na rysunku, a inną w gotowej ścianie, bo w drugim przypadku płaci się także za rozbiórkę i za wykonanie od nowa – dlatego rząd wielkości podany bez etapu byłby zmyślony. Konkretną cenę i wpływ na termin dostajesz, zanim podejmiesz decyzję.

Czy zmiana w trakcie budowy wydłuża termin?

Nie zawsze. Zmianę w pracach, które jeszcze się nie zaczęły, często da się wpleść w harmonogram, a zmiana w czymś, co już stoi, przesuwa wszystko, co idzie po niej. Wpływ na termin poznajesz razem z ceną, zanim zdecydujesz.


Chcesz wiedzieć, które decyzje przy Twoim domu trzeba domknąć teraz, a które mogą jeszcze poczekać? Porozmawiajmy o Twoim projekcie.

Wróć do Wiedzy