Rezydencje·Wiedza·Proces i harmonogram

Notatka praktyka

Budowa rezydencji w Polsce jako inwestor z zagranicy – co tu działa inaczej

Wojciech Tracichleb16 min czytaniaProces i harmonogram
Zdjęcie poglądowe – fotografii realizacji nie publikuję.

W skrócie

Jeśli mieszkasz za granicą i chcesz zbudować rezydencję w Polsce, kilka rzeczy działa tu inaczej, a większość z nich rozstrzyga się, zanim architekt zacznie rysować. Najpierw ziemia: obywatel państwa z Europejskiego Obszaru Gospodarczego albo Szwajcarii kupuje działkę bez żadnego zezwolenia; każdy inny powinien założyć, że potrzebuje zezwolenia ministra spraw wewnętrznych, bo zakup bez niego jest nieważny, a zezwolenie na dom ma przy tym limit powierzchni działki. Potem plan: co może stanąć na działce, jest zapisane w planie miejscowym, zanim się pojawisz, a tam, gdzie planu nie ma, decyzja o warunkach zabudowy patrzy na to, co stoi obok. Projekt, który idzie do urzędu, podpisuje projektant z polskimi uprawnieniami; Twój architekt zostaje przy koncepcji. Ustawa nazywa kierownika budowy z uprawnieniami i dziennik budowy; generalnego wykonawcy w ustawie nie ma, jest w Twojej umowie. Sam dom – taki, jakie buduję – jest murowany i żelbetowy, trwa około dwóch lat od wejścia na plac i przechodzi przez co najmniej jedną zimę, często dwie. Niewiele z tego wymaga, żebyś tu był. Niżej przechodzę przez ten proces tak, jak widzę go od strony wykonawcy, i przez to, z czego Cię w nim wyręczam.

Co o tym wiem, a czego nie

Buduję tylko w południowej Polsce, w promieniu kilku godzin jazdy od mojej bazy na Śląsku. Nigdzie indziej nie budowałem i nie wiem, jak to wszystko działa w Twoim kraju. Nie powiem Ci więc, że po polsku jest lepiej albo gorzej. Jest tak, jak znam. Nie jestem też prawnikiem ani doradcą podatkowym; ziemia, umowa i podatki należą do Twojego prawnika i Twojego księgowego, i wskazuję ich tam, gdzie się pojawiają.

Mogę Ci za to opowiedzieć, jak ten proces wygląda od środka, bo przechodzę go z każdym klientem: od kancelarii notarialnej do dnia, w którym nadzór budowlany nie ma już nic do powiedzenia. Większość osób, z którymi rozmawiam zza granicy, zadaje na początku te same trzy pytania. Czy w ogóle mogą kupić ziemię. Kto tu podpisuje rysunki. I skąd będą wiedzieć, co się dzieje na placu dwa tysiące kilometrów od ich biurka. Wezmę je w tej kolejności.

Ziemia: kto może ją kupić

Pierwsza rzecz, o którą pytam kogoś z zagranicy, to paszport kupującego, bo Polska ma ustawę o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców od ponad stu lat i ta ustawa nadal dzieli kupujących na dwie grupy. Jeśli jesteś obywatelem państwa z Europejskiego Obszaru Gospodarczego albo Szwajcarii, ta ustawa Cię nie dotyczy: bez zezwolenia, dowolna powierzchnia, w dowolnym miejscu kraju. (Polaka mieszkającego za granicą też nie dotyczy – miejsce zamieszkania nie robi z nikogo cudzoziemca.) Jeśli nie jesteś, załóż, że potrzebujesz zezwolenia ministra spraw wewnętrznych, zanim notariusz sporządzi akt. Są wyjątki (polski małżonek, długie lata pobytu w Polsce, spadek) i Twój prawnik będzie wiedział, czy któryś Cię obejmuje. Czego nikt potem nie naprawi, to zakup bez zezwolenia, które było wymagane. Jest nieważny.

Dwie rzeczy z tym zezwoleniem mają znaczenie przy rezydencji. Trwa miesiącami, więc wchodzi do harmonogramu przed projektem. I zezwolenie na dom ma limit powierzchni działki – przy ziemi, jakiej rezydencja zwykle potrzebuje, to rozmowa z prawnikiem, zanim będzie rozmową z architektem. Istnieje też formalna promesa zezwolenia, wydawana z wyprzedzeniem i ważna przez określony czas, o ile stan faktyczny się nie zmieni; pozwala podpisać umowę przedwstępną z jakąś pewnością. To narzędzie Twojego prawnika, nie moje. Zakup przez polską spółkę niczego tu nie zmienia, jeśli spółka jest Twoja – ustawa patrzy na to, kto ją kontroluje.

Druga rzecz to ewidencja gruntów, i ona łapie także tych, którzy mogą kupować bez zezwolenia. Ziemia, którą ewidencja nadal klasyfikuje jako rolną albo leśną, rządzi się własnymi zasadami: państwowa agencja ma przy wielu transakcjach prawo pierwokupu, a to, kto w ogóle może być właścicielem gruntu rolnego, jest ograniczone. Liczy się ewidencja, nie plan. Działka, która w planie miejscowym jest terenem pod zabudowę, w ewidencji potrafi nadal być polem. (Często jest – na skraju wsi, czyli dokładnie tam, gdzie rezydencja chce stanąć.)

To, co robię tutaj, to ta sama weryfikacja działki, którą robię dla każdego – woda gruntowa, grunt, co dopuszcza plan, czy sieć udźwignie dom, czy dojedzie betoniarka i czy droga, którą dojeżdża, jest prawnie Twoja do używania; opisałem ją w tekście o sprawdzaniu działki. Dla kupującego z zagranicy dokładam przed tym wszystkim jedno pytanie: czy ta ziemia może być legalnie Twoja i ile czasu dokłada zezwolenie. Bez działki – pomagam ją znaleźć, ze sprawdzeniem i negocjacją zakupu włącznie.

Plan decyduje, zanim architekt narysuje

W Polsce o tym, co może stanąć na działce, decyduje plan miejscowy, który jest prawem lokalnym – i to zaskakuje więcej osób niż pozwolenie. Plan ustala wysokość i liczbę kondygnacji, kąt, a czasem kolor dachu, jaką część działki wolno zabudować, ile zieleni ma zostać, linie, których budynek nie może przekroczyć. Nie ma rozmowy z urzędnikiem o tym, co byś chciał. Czytasz plan i się do niego stosujesz, albo kupujesz gdzie indziej. Widziałem plany, które narzucały kąt i kolor dachu i wymagały, żeby garaż siedział w bryle domu.

Tam, gdzie planu nie ma, gmina wydaje dla działki decyzję o warunkach zabudowy, a ta decyzja bierze pod uwagę to, co już stoi dookoła. Rezydencja wśród skromnych domów może zostać przytrzymana przy ich skali. Kiedy to piszę, zasady wydawania tych decyzji właśnie zostały napisane na nowo i przez jakiś czas całe gminy nie mogą ich wydawać wcale – więc przy działce bez planu sprawdzam, zanim cokolwiek podpiszesz, czy decyzję w ogóle da się uzyskać i na jakich warunkach. Stanu planistycznego nie uznaję też za załatwiony aż do dnia decyzji; potrafi się zmienić między oglądaniem a podpisem.

Twój architekt i podpis, którego projekt tu potrzebuje

Przyjedź ze swoim architektem. Nikomu to tutaj nie przeszkadza, a projektowanie jest jego. Paszport ma natomiast znaczenie przy podpisie: projekt budowlany, który idzie do urzędu, musi podpisać projektant z polskimi uprawnieniami, wpisany do polskiej izby. Architekt z Unii Europejskiej może uzyskać tu uznanie kwalifikacji – izba oczekuje między innymi znajomości polskiego – i niektórzy to robią. Zwykły układ jest prostszy: Twój architekt zostaje przy koncepcji i wnętrzach, a polska pracownia prowadzi projekt przez pozwolenie i dokumentację techniczną, pracując obok Twojej pracowni. Jedną rzecz ustal w umowie ze swoim studiem wcześnie: kto może ten projekt tutaj adaptować. Autor zachowuje prawa do koncepcji, a adaptacja jest osobnym utworem.

Projekt budowlany składa się tu z trzech części: dwie idą do urzędu z wnioskiem o pozwolenie, trzecia powstaje przed rozpoczęciem robót, zostaje na budowie i wraca w papierach na zakończenie. Ekipa potrzebuje czwartego poziomu, którego prawo w ogóle nie wymaga – napisałem o tym w tekście o współpracy z architektem. Pozwolenie rozstrzyga, czy i gdzie wolno budować; jak – to wychodzi później, na innym poziomie rysunków.

Samo pozwolenie wydaje starostwo właściwe dla miejsca, w którym leży działka; Twój adres nie ma tu znaczenia. Urząd ma ustawowy termin, a termin zatrzymuje się za każdym razem, kiedy urząd o coś prosi. A poprosi. Wezwanie do uzupełnienia albo poprawienia czegoś przychodzi niemal za każdym razem; to nie znak, że coś poszło źle, tak po prostu działa ta procedura. Sąsiedzi, których ziemia leży w obszarze oddziaływania budynku, są stronami postępowania i mogą się odwołać – jeszcze jeden powód, żeby przeczytać plan uważnie, zanim projekt powstanie. Pozwolenie nie jest też wieczne: jeśli przez kilka lat nic nie ruszy na placu, wygasa. Daty pozwolenia nie mogę obiecać. Obiecuję, że wniosek jest kompletny w dniu złożenia i że wezwanie, kiedy przyjdzie, nie leży u mnie na biurku.

Przed pierwszą koparką są cztery formalności, i są krótkie: nadzór budowlany dostaje zawiadomienie o terminie rozpoczęcia, zostaje ustanowiony kierownik budowy, przy bramie staje tablica informacyjna i otwiera się dziennik budowy. Co prowadzi mnie do ludzi.

Cztery role, które nazywa tu ustawa – i jedna, której nie nazywa

Polskie prawo budowlane wymienia czterech uczestników budowy: inwestora, projektanta, kierownika budowy i inspektora nadzoru inwestorskiego. Od każdego z nich wymaga uprawnień albo nakłada na niego obowiązki. Generalnego wykonawcy na tej liście nie ma; ustawa o nim nie wspomina. Jestem w Twojej umowie, a role z ustawy przypisane są tej czwórce.

Inwestor to Ty. Ustawa robi z tego Twój obowiązek, żeby na budowie był kierownik budowy – i na moich budowach to ja organizuję tę osobę. Ma uprawnienia, odpowiada za to, żeby budowa szła zgodnie z zatwierdzonym projektem i przepisami, prowadzi dziennik, a na końcu to jego podpis stwierdza, że dom jest skończony. Chcę go mieć na placu w momentach, które się liczą, w wykopie i na dachu, z przyrządami w ręku. Kierownik, który odbiera roboty przez telefon, to nie jest kierownik, z którym pracuję. Kiedy koparka otwiera grunt, on tam jest, żeby popatrzeć na ziemię i porównać ją z tym, co mówi dokumentacja badań. Jeśli budowa musi odstąpić od zatwierdzonego projektu, projektant rozstrzyga, czy odstąpienie jest drobne, czy wymaga zmiany pozwolenia, a kierownik pilnuje, żeby zostało podpisane i żebyś o nim wiedział.

Inspektor nadzoru inwestorskiego jest przy domu prywatnym dobrowolny. To Twoje oczy: osoba z uprawnieniami, która pracuje dla Ciebie, sprawdza roboty w Twoim imieniu i może je wstrzymać. Przy rezydencji prowadzonej zza granicy bym go miał. Jeśli wykonawca wolałby, żebyś go nie miał, zapytaj dlaczego.

Zostaje dziennik. Dziennik budowy to urzędowy zapis tego, co działo się na placu, a wpisywać się do niego mogą tylko ludzie, którzy podpisują go swoimi uprawnieniami. Może być prowadzony w państwowym systemie online – przy nowych domach to już standard – i przy kliencie z zagranicy chcę go mieć właśnie tam, bo otwierasz go, gdziekolwiek jesteś, i czytasz, co kierownik wpisał wczoraj. Jest zwięzły i pisany dla nadzoru, ale nikt go potem nie wygładzi.

Mur, beton i dwie zimy

Pisałem w książce, że to nie Ameryka, gdzie wszyscy stawiają szkieletówki. W Polsce od ponad tysiąca lat budujemy głównie domy murowane. Moja specjalność to ściany z pustaka ceramicznego na żelbecie, a rezydencje, które buduję, są ciężkie: głębokie piwnice, grube płyty, beton w konstrukcji wszędzie tam, gdzie wymagają go rozpiętości albo obciążenia. Dobrze zrobiony dom szkieletowy też jest dobrym domem – przeszkodą nie jest tu klimat (Skandynawia buduje szkieletowe w gorszym), tylko wykonanie, a dobra ekipa od szkieletu jest w tym kraju rzadsza niż dobry murarz. A to już coś znaczy.

Trzy konsekwencje dla Ciebie. Grunt tu przemarza – na głębokość liczoną w dziesiątkach centymetrów, w chłodniejszych częściach kraju grubo ponad metr – i fundamenty zwykle schodzą poniżej tej linii, więc roboty ziemne są głębsze, niż spodziewa się ktoś z łagodnego klimatu. Temperatury obliczeniowe dochodzą do około −20°C, więc ściany są grube, trzy szyby w oknie to norma, a każdy nowy dom projektuje się pod ustawowy standard energetyczny i kończy świadectwem charakterystyki energetycznej. I dom trwa około dwóch lat od wejścia na plac, bo beton i schnące wylewki biorą tyle czasu, ile biorą; budowa rezydencji zalicza co najmniej jedną zimę, często dwie, a roboty planuje się tak, żeby zamknąć budynek przed pierwszą i zimowe miesiące spędzić w środku. Przeszedłem przez te dwa lata kwartał po kwartale w tekście o tym, dlaczego budowa rezydencji trwa około dwóch lat.

Materiały kupuje się tu na rynku europejskim: wyroby mają oznakowanie CE, a okno z certyfikatem tylko brytyjskim albo amerykańskim nie wystarczy tutaj samo z siebie. Przy rzeczach, których w Polsce nie ma, pracuję z partnerami za granicą (głównie w USA, także w Niemczech i Holandii), więc „u nas tego nie ma” nie kończy rozmowy. A wszystko, co przyjeżdża, jest sprawdzane. Drewno, które przyjeżdża mokre, wraca na ciężarówkę.

Umowa, cena i podatek

Umowa na dom budowany tutaj podlega polskiemu prawu – Twój prawnik powie Ci, ile w tym wyboru, a ile nie – i jest spisana po polsku. Dostajesz wersję angielską, żebyś czytał to, co podpisujesz; która wersja rozstrzyga, jeśli kiedyś się rozejdą, ustala Twój prawnik z moim przed podpisem. Moja cena to ryczałt: kwota ustalona na piśmie przed startem, na kompletnej dokumentacji, z ryzykiem kosztów po mojej stronie i z każdą zmianą wycenioną, zanim zdecydujesz. Cały model opisałem w tekście o ryczałcie. Płatności idą po każdym odebranym etapie. Ekipom, dostawcom i za beton płacę w złotych; jak to finansujesz, to sprawa między Tobą a Twoim bankiem.

Jeszcze jedno, ważne zwłaszcza wtedy, kiedy jesteś daleko: umowa nie chroni Cię w pełni. Sądy są tu powolne, a roszczenie dochodzone z innego kraju jest jeszcze wolniejsze. Umowa jest konieczna. Bez niej nie pracuję. Ale ochroną, która naprawdę działa, jest sprawdzanie przed podpisem: porównanie wykonawców, referencje, ich budowy. Wolę, żebyś sprawdził mnie dokładnie, niż żebyś potem ufał papierom.

Słowo o podatku, bo ludzie pytają. Budowa domu ma tu obniżoną stawkę VAT do pewnego progu powierzchni użytkowej; powyżej stawka obniżona i podstawowa dzielą się proporcjonalnie, a roboty poza bryłą budynku – ogrodzenie, basen zewnętrzny, podjazd – mają stawkę podstawową. Przy domu tej wielkości ta proporcja to robota dla Twojego księgowego. Nie jest powodem, żeby zmniejszać dom. Kiedy kupujesz działkę od osoby prywatnej, podatek od czynności cywilnoprawnych pobiera notariusz przy akcie. Po zakończeniu budowy gmina ustala skromny roczny podatek od nieruchomości i potrzebuje adresu, pod którym jej listy do Ciebie dojdą; mieszkanie za granicą go nie wyłącza.

Za granicą: co wymaga Ciebie osobiście, a co nie

Dwa podpisy muszą być Twoje albo Twojego pełnomocnika: akt notarialny na ziemię i umowa o budowę. Nawet akt pełnomocnik może podpisać za Ciebie na podstawie pełnomocnictwa notarialnego – choć jeśli możesz, przyjedź na ten jeden; to Twoja ziemia. Decyzje i zmiany po drodze nadal wymagają Twojego „tak”, ale „tak” da się powiedzieć przez telefon. Formalności załatwia się na podstawie pełnomocnictwa: wniosek o pozwolenie, zawiadomienia, korespondencja z urzędem, zamknięcie budowy. Pełnomocnictwo podpisane za granicą zwykle potrzebuje apostille i tłumaczenia przysięgłego na polski; prawnik powie Ci też, o jakie numery identyfikacyjne zapyta notariusz. Z tym dokumentem w ręku załatwiam pozwolenie w Twoim imieniu.

W książce, pisząc o zwykłych domach, ująłem to tak: po pozwoleniu klient może wyjechać na drugi koniec świata i wrócić pod koniec budowy, o ile pieniądze idą za postępem prac. Przy rezydencji to nadal prawda, z jedną poprawką. Więcej decyzji jest Twoich – jak chcesz w tym domu mieszkać, co ma cieszyć oko – i proszę o nie miesiące przed tym, kiedy są potrzebne, żebyśmy nie musieli zgadywać. Co dostajesz, zanim o to zapytasz, a czego nie, opisałem w tekście o życiu obok budowy: raport w każdy piątek, jedna osoba, która odbiera telefon, decyzje sygnalizowane z wyprzedzeniem. Przyjeżdżasz, kiedy chcesz. Budowa nie potrzebuje Cię na placu, żeby iść.

Kiedy dom jest gotowy: żeby wolno było w nim zamieszkać

Kiedy dom jest skończony, nadal nie możesz się wprowadzić, dopóki nadzór budowlany nie zostanie zawiadomiony. Inwestor składa zawiadomienie o zakończeniu budowy i dołącza papiery, które dowodzą, że dom jest zrobiony: oświadczenie kierownika budowy, że powstał zgodnie z zatwierdzonym projektem, inwentaryzację powykonawczą geodety, protokoły badań instalacji, świadectwo charakterystyki energetycznej, projekt techniczny z naniesionymi zmianami. Przy zwykłym domu prywatnym straż pożarna i sanepid zazwyczaj nie mają nic do powiedzenia; jeśli dom ma nietypowe instalacje, sprawdzam to osobno. Nadzór ma krótki ustawowy termin na sprzeciw. Jeśli go nie zgłosi, możesz się wprowadzić. Zazwyczaj go nie zgłasza. Numer domu, nawiasem mówiąc, można nadać jeszcze przed tym wszystkim – co ma znaczenie, kiedy chcesz mieć skrzynkę na listy, zanim masz dom.

Tu kończy się robota kierownika budowy. Co dzieje się po odbiorze – pierwszy rok, pory roku, których dom jeszcze nie widział, do kogo dzwonisz – opisuję na stronie Pytania przy opiece po odbiorze.

Czego nie obiecuję i kiedy Polska jest złym miejscem na ten dom

Nie obiecuję dat, które należą do urzędów: zezwolenia ministerstwa, decyzji starostwa, milczenia nadzoru. Przygotowuję wnioski kompletnie i na czas; ile leżą w urzędzie, to nie moje.

Nie udzielam porad prawnych ani podatkowych i nic powyżej nie ma nimi być. Przyjedź z prawnikiem. Traktuję to jako instrukcję roboczą.

Buduję tylko w południowej Polsce. Trójmiasto i północ są za daleko na taki nadzór, jaki prowadzę, i wolę odmówić, niż robić go z dystansu. Nie przejmuję też budowy, którą ktoś inny zaczął, za żadne pieniądze; biorę dom tylko wtedy, kiedy odpowiadam za całość.

Jeśli chcesz być na placu codziennie i sam dobierać ekipy, ten model nie jest dla Ciebie – odebrałby Ci to, co lubisz, i wolę powiedzieć to teraz, niż odkryć to wspólnie za rok.

I jedna rzecz, na którą nie mam wpływu: nie każdy kawałek ziemi, w którym się zakochasz, może być Twój. Działka rolna w ewidencji, działka w gminie, która nie może wydać warunków zabudowy, działka większa, niż pozwala zezwolenie – pieniądze i cierpliwość tego nie rozwiązują. Rozwiązuje inna działka, i wolę Ci to powiedzieć, zanim zakochasz się w tej pierwszej.

O co pytam inwestora z zagranicy, zanim powiem „tak”

Do pierwszej rozmowy nie trzeba się przygotowywać. Ale zapytam o to:

  1. Kto będzie właścicielem – Ty, małżonek, spółka – i jaki paszport ma ta osoba. To rozstrzyga, czy potrzebne jest zezwolenie i jak duża może być działka.
  2. Kto jest Twoim prawnikiem w Polsce i czy widział wypis z ewidencji gruntów dla tej działki.
  3. Czy działka ma plan miejscowy, a jeśli nie – czy da się dziś dla niej uzyskać warunki zabudowy.
  4. Który architekt prowadzi koncepcję i kto podpisze tu projekt budowlany.
  5. W jakim języku chcesz mieć dokumenty i kto co tłumaczy.
  6. Kto decyduje, kiedy nie ma z Tobą kontaktu – partner, doradca, nikt – i z jakim wyprzedzeniem chcesz dostawać pytania.
  7. Jak często zamierzasz bywać na placu i czego oczekujesz ode mnie po kluczach.

Na część z tych pytań nie znasz jeszcze odpowiedzi. Nic nie szkodzi, od tego zaczynamy.

Najczęstsze pytania

Czy cudzoziemiec może kupić ziemię i zbudować dom w Polsce?

Tak. Strona budowlana – plan, pozwolenie, kierownik budowy z uprawnieniami, dziennik – jest taka sama dla każdego. Różnica jest w ziemi: obywatel EOG albo Szwajcarii kupuje działkę bez zezwolenia; każdy inny potrzebuje zezwolenia ministra spraw wewnętrznych, zakup bez niego jest nieważny, a zezwolenie na dom ogranicza powierzchnię działki. Ziemia rolna albo leśna w ewidencji ma własne ograniczenia niezależnie od paszportu. Prawnik idzie pierwszy, przed architektem.

Czy muszę być w Polsce w trakcie budowy?

Nie. Pozwolenie i formalności idą na pełnomocnictwie, akt notarialny może podpisać pełnomocnik, płatności idą po odebranych etapach, a Ty dostajesz raport w każdy piątek i dziennik budowy online, który otwierasz skądkolwiek. Decyzje, które są Twoje, dostajesz miesiące wcześniej. Przyjeżdżaj, kiedy chcesz zobaczyć, jak dom rośnie; nic nie staje bez Ciebie.

Czy mój architekt z zagranicy może zaprojektować dom?

Koncepcję i wnętrza – tak, i to w nich jest wartość dobrego architekta. Projekt budowlany składany do pozwolenia musi podpisać projektant z polskimi uprawnieniami; architekt z Unii Europejskiej może uzyskać tu uznanie kwalifikacji, a znajomość polskiego jest jednym z warunków. W praktyce polska pracownia prowadzi projekt Twojego architekta przez pozwolenie i dokumentację techniczną, a ja koordynuję obie na budowie.

Ile trwa droga od zakupu ziemi do wprowadzenia się?

Sama budowa trwa około dwóch lat od wejścia na plac. Przed nią jest osobny kalendarz – projekt, pozwolenie i, dla kupującego spoza EOG, zezwolenie ministerstwa na ziemię – liczony w miesiącach i rozciągający się, kiedy działka nie ma planu miejscowego. Data dla Twojego domu wychodzi z harmonogramu zbudowanego na Twojej dokumentacji; z artykułu jej nie wyczytasz.


Jeśli myślisz o rezydencji w Polsce i chcesz zobaczyć, jak ten proces wygląda z jednym wykonawcą, który bierze na siebie wszystko, co trzeba załatwić w Polsce – zapraszam na pierwszą rozmowę. Porozmawiajmy o Twoim projekcie.

Wróć do Wiedzy