W skrócie
Smart home w rezydencji zaczyna się od przewodów w ścianach, a te układa się raz. Zanim ktokolwiek pokaże Ci aplikację, trzeba usiąść i ustalić, co dom ma robić sam i dlaczego, ponieważ z tej listy wynika cała reszta, łącznie z odpowiedzią na pytanie, czy system jest Ci w ogóle do czegoś potrzebny. Część decyzji zapada razem z projektem elektryki i po tynkach kosztuje już kucie: sposób prowadzenia kabli, miejsce na rozdzielnice i szafę techniczną, zasilanie i sterowanie osłon, trasy na zewnątrz. Ten system programuję sam, z Twoim udziałem, natomiast zależy mi przy tym na czymś innym niż na jego rozbudowie: żebyś potrafił go potem zmieniać bez dzwonienia po kogokolwiek. Alarm zostaje osobno i niżej piszę, w którym jednym punkcie spotyka się z automatyką.
Co dom ma robić sam
Instalacja elektryczna to mój ulubiony etap budowy i jednocześnie etap najtrudniejszy dla klientów. Żeby rozmieścić gniazdka i włączniki, trzeba już wiedzieć, gdzie staną łóżka, jak będzie wyglądała kuchnia i które lampy mają się zapalać jednym przyciskiem, a do wykończenia zostaje jeszcze rok. Przy rezydencji ta sama trudność rośnie, ponieważ dom ma robić więcej rzeczy sam, a za każdą taką rzeczą stoi kabel, który ktoś musi ułożyć przed tynkiem.
Dlatego jeszcze zanim w ogóle zaczniesz rozmawiać o konkretnych rozwiązaniach, usiądź i zastanów się, co chciałbyś zautomatyzować w swoim domu i dlaczego. Jakie problemy zamierzasz tym rozwiązać? Co Cię denerwuje w codziennym funkcjonowaniu i jakie czynności mogłyby zostać zautomatyzowane, ponieważ wykonujesz je regularnie? Odpowiedzi są zwykle prostsze, niż sugerują prospekty. Jeśli często zapominasz wyłączyć światło, wychodząc z domu, przydałoby się automatyczne wyłączanie wszystkich świateł po Twoim wyjściu. Jeżeli w nocy wstajesz do toalety, dobrze byłoby, gdyby światło po naciśnięciu przycisku w korytarzu zapaliło się z mocą 5 %, a nie 100 %, żebyś mógł bezpiecznie dotrzeć do łazienki bez rozbudzania się. Osłony mogą schodzić same, kiedy słońce wchodzi na taras, a ogrzewanie może wiedzieć, że dom stoi pusty.
Najlepiej działa ta automatyka, która zdejmuje z domowników całą czynność. Świetną automatyką jest automatyczne sprzątanie całego domu przez robota, do którego trzeba zajrzeć dosłownie raz na kilka tygodni, ponieważ sam pierze mop we wrzątku, sam nalewa wodę z sieci i wylewa ją do kanalizacji; ma malutką stację wpiętą do kanalizacji i do bieżącej wody, dzięki czemu podłoga jest codziennie umyta, kiedy nikogo nie ma w domu. Taka stacja potrzebuje punktu wody i odpływu w konkretnym miejscu, a to jest decyzja z projektu instalacji, nie z katalogu sprzętu. Dołożona po glazurze, stanie tam, gdzie akurat jest gniazdko i kran.
Z listy funkcji wynika potem wszystko inne: ile kabli i jakich, jak duże rozdzielnice, a często również to, że system w ogóle nie jest potrzebny. Dla wielu osób smart home jest błędem. Trzeba być technicznie trochę zaangażowanym i chętnym, żeby dom, który robi rzeczy sam, nie zaczął przeszkadzać. Mam do tej rozmowy checklistę dla klientów; jest w niej chyba 400 pytań, żeby klient zaznaczył, czego chce, a przede wszystkim wiedział, jakie w ogóle są opcje i co jest dostępne. Bardzo często z takiej rozmowy wychodzi lista krótsza, niż klient zakładał, i to jest dobry wynik, a nie porażka. Nie twierdzę, że taki system jest pozbawiony zalet – oczywiście, że nie. Natomiast nie ma nic złego w tym, że wolisz zapalać światło zwykłym włącznikiem i nie potrzebujesz scen, scenariuszy ani innych automatyzacji. Gdy z moją żoną zastanawialiśmy się nad systemem smart home, doszliśmy do wniosku, że jedyne, na czym nam zależy, to możliwość sterowania roletami zewnętrznymi.
Możliwości są przeogromne, ale to powoduje, że trzeba mieć szeroką wiedzę i doświadczenie, aby skonfigurować system tak, by był wygodny. Doświadczony instalator będzie niezbędny, jeśli system ma faktycznie ułatwiać Ci życie, zamiast powodować, że będziesz się zastanawiał, w jaki sposób zapalić światło w salonie. Dotyczy to każdego, kto siada do takiego systemu, także mnie: liczy się to, ile takich instalacji ma się już za sobą.
Drugą rzeczą, którą stawiam przed elektryką, jest projekt wnętrz. Planowanie systemu smart home bez projektu wnętrz to działanie po omacku, a ze względu na to, że okablowanie musi być poprowadzone całkowicie inaczej, przeróbki w instalacji są zdecydowanie trudniejsze niż w przypadku standardowej instalacji elektrycznej. Dlatego projekt wnętrz zlecam na samym początku, a o tym, jak układają się decyzje estetyczne przy rezydencji, napisałem osobno.
Co zapada razem z elektryką
Zwykła instalacja jest prosta: z rozdzielnicy kabel idzie do włącznika, z włącznika do lampy, a włącznik rozłącza obwód i na tym się kończy. W instalacji pod automatykę sterowane punkty, czyli obwody światła, napędy osłon i wybrane gniazda, dostają zwykle własny kabel prowadzony prosto do rozdzielnicy albo do podrozdzielnicy na kondygnacji. Przycisk na ścianie niczego już sam nie rozłącza; wysyła sygnał do modułu albo na magistralę, a to, co ma się wtedy stać, zapisane jest w programie. Wygląda to na szczegół, przez co bywa pomijane, jednak wynika z niego, że kabli jest kilka razy więcej, rozdzielnica jest kilka razy większa, a elektryk, który nie wie, że dom ma mieć automatykę, wykona instalację, której potem nie da się przeprogramować, ponieważ fizycznie nie ma jak. Dlatego projekt automatyki powinien powstać razem z projektem elektryki. Jeżeli pojawia się po tynkach, zakres się kurczy, a koszt rośnie: kucie, nowe tynki, malowanie, a części rzeczy nie da się wtedy zrobić w ogóle.
Kilka z tych decyzji zapada wcześniej, niż zakłada większość osób.
Pierwsza rzecz to miejsce. Rozdzielnic w rezydencji jest kilka, na kondygnacje, na garaż, na technikę basenu i na ogród, a każda musi mieć więcej miejsca, niż wynika z dzisiejszego projektu, ponieważ moduły automatyki zajmują na szynie znacznie więcej niż same zabezpieczenia. Do tego dochodzi szafa na elektronikę: sieć, serwer automatyki, zasilanie podtrzymujące. Potrzebuje pomieszczenia suchego, chłodnego i dostępnego dla serwisu, raczej nie za ścianą sypialni, ponieważ wentylatory szumią. To pomieszczenie trzeba narysować w projekcie, a jeżeli szuka się go po fakcie, ląduje w garażu obok kosiarki.
Kolejna sprawa to trasy na zewnątrz. Brama, domofon, oświetlenie ogrodu, nawadnianie, kamery, domek techniczny i ładowarka w garażu potrzebują kabla, który przechodzi przez fundament i ziemię, zanim powstanie elewacja i nawierzchnia. Na każdej takiej trasie kładziemy więcej rur, niż wynika z projektu, osobno dla zasilania i osobno dla sygnałów, a te na zapas zostają puste, z linką do przeciągania w środku. Pusta rura jest przy takiej instalacji drobiazgiem, natomiast przekop przez gotowy taras oznacza rozebranie tarasu i ułożenie go od nowa.
Osłony są trzecią pozycją i przy rezydencji jedną z najbardziej kłopotliwych. Przy dużych przeszkleniach żaluzje fasadowe i rolety są osobną instalacją: każdy otwór potrzebuje zasilania i sterowania, nad każdym musi być miejsce na kasetę, a gdzieś wysoko ma stanąć czujnik wiatru ustawiony na progi podane przez producenta osłon, który podniesie żaluzje, zanim wiatr je połamie. Rozłożona żaluzja pracuje jak żagiel i na otwartym terenie taki czujnik jest dla mnie obowiązkowy; producenci żaluzji zwykle stawiają zresztą ten sam warunek. Przy tej liczbie okien osłony na korbę przestają mieć sens, a kaseta, przepust i zasilanie do każdego otworu muszą być na rysunkach elewacji i elektryki, ponieważ dostawca osłon przychodzi później i zastaje to, co jest.
Do tego dochodzą drobiazgi, o których zapomina się najczęściej, a przypomina sobie przy świeżym tynku: tory zasłon z napędem w suficie, kable do głośników kina i stref audio, sieć kablowa wszędzie tam, gdzie stanie telewizor albo biurko, głębokie puszki w całym domu, ponieważ w płytkiej nie ma miejsca na moduł, złączki i zapas przewodu, a różnica w cenie jest żadna. Jest jeszcze moc: jeżeli w garażu ma kiedyś stanąć ładowarka, a przy basenie pompa ciepła, pytanie o moc przyłączeniową pada dużo wcześniej niż pytanie o system.
Ostatnia pozycja to zabezpieczenia przeciwprzepięciowe. Rezydencja z automatyką jest pełna elektroniki, od modułów w rozdzielnicy po napęd w każdym oknie, a jedno przepięcie z sieci potrafi położyć to wszystko naraz. Zabezpiecza się to stopniowo, w rozdzielnicy i przy urządzeniach, a przy rozległej instalacji również po drodze; ochrona obejmuje też linie sieciowe i kable od kamer, zwłaszcza te, które wychodzą poza budynek, choć o nich prawie nikt nie pamięta. Bez porządnego uziemienia żaden ogranicznik nie ma gdzie odprowadzić energii, a ogranicznik dobrany przypadkowo, bez sprawdzenia uziemienia i bez całej koncepcji ochrony, daje głównie poczucie, że coś zrobiono. Część z tego wynika z przepisów, reszta z rozsądku.
Wszystko, co opisałem wyżej, ma jedną wspólną cechę: zamyka się przed tynkami. Lepiej, żeby wszystkie zabezpieczenia zostały zamontowane od razu. Gdyby okazało się, że jakiegoś kabla brakuje, lepiej się zorientować, zanim zostaną wykonane tynki i wylewki. Dlatego ściany z trasami kabli fotografujemy w tygodniu, w którym widać je ostatni raz.
Od czego ten system zależy
Przy wyborze systemu pada zwykle pytanie, czy KNX, czy system jednego producenta, ponieważ większość integratorów zaczyna od tego, który sprzedaje. To normalne i samo w sobie nie jest zarzutem. Ja zaczynam gdzie indziej: od kogo i od czego ten dom będzie zależał przez następne 20 lat?
Pierwsza zależność to człowiek. Automatyka nie kończy się w dniu odbioru, ponieważ pierwsze miesiące po przeprowadzce to dostrajanie: scena, która rano zapala za dużo światła, osłona, która schodzi za wcześnie. Po 2–3 miesiącach od przeprowadzki instalator odwiedza dom ponownie, aby zapytać, jak się mieszka, i wprowadzić niezbędne zmiany. Jeśli później zechcesz coś zmodyfikować, najprawdopodobniej będziesz musiał skontaktować się z tym samym specjalistą albo z kimś, kto pracuje z systemem tego samego producenta. Lista funkcji to rozmowa, bo nie ma dwóch takich samych budów. Trzeba pamiętać, że potrzeby zmieniają się po trzech miesiącach, po pół roku i po roku mieszkania, więc powinieneś móc sam zmienić drobne rzeczy, ponieważ dla wielu ludzi jest to wygodniejsze niż dzwonienie po serwisanta; system ma umożliwiać taką zmianę łatwo, bez przeróbek i wielkich kosztów. Jeżeli każda zmiana wymaga wizyty jednego konkretnego człowieka, to nie jest jeszcze awaria, ale jest to zależność, o której lepiej wiedzieć przed podpisaniem umowy niż po trzech latach.
Druga zależność to producent. Dom budujesz na dziesiątki lat, a moduły, centrale i aplikacje będą się w tym czasie zmieniać kilka razy. Jeżeli system jest własnością jednego producenta, czyli opiera się na jego urządzeniach, jego oprogramowaniu i jego licencjach, dom dziedziczy los tej firmy: przejęcia, zmiany modelu biznesowego, koniec wsparcia. Otwarty standard, taki jak KNX, jest zbudowany inaczej, ponieważ nie należy do żadnego producenta, urządzenia robi wielu wytwórców i da się je mieszać w jednej instalacji, a projekt może przejąć inny integrator pracujący w tym samym standardzie, pod warunkiem że masz plik projektu, hasła i klucze. Nie oznacza to, że systemy jednego producenta są gorsze; część z nich programuje się szybciej, lepiej pasuje do techniki basenu albo sauny i bywa dla właściciela wygodniejsza w codziennej obsłudze. Chcę tylko, aby przed podpisaniem umowy było wiadomo, kto za pięć lat będzie to serwisował i na jakich warunkach.
Trzecia zależność to centrala. W jednych systemach każde urządzenie ma własną logikę, przez co przycisk rozmawia z modułem bezpośrednio i światło działa, choćby serwer, router i aplikacja nie działały. W innych wszystko przechodzi przez jedną centralę i kiedy ona pada, pada dom, ponieważ żadne światło nie zapala się z przycisku, dopóki ktoś nie przyjedzie. Oba układy mają swoje zastosowania, a wymaganie, które stawiam, jest od układu niezależne: przycisk na ścianie ma zapalać światło lokalnie, bez centrali, bez internetu i bez serwera producenta, tak aby moduł w rozdzielnicy i jego zasilanie były podstawową infrastrukturą domu. Osłony mają określony stan na wypadek awarii, przy czym to, czy mają się zamknąć, czy otworzyć, wcale nie jest oczywiste i ustala się osobno dla każdego pomieszczenia. Przy bramach o tym, co dzieje się bez prądu, decydują napęd i jego zabezpieczenia, czyli zatrzymanie, ręczne odblokowanie i wjazd dla służb, a automatyka dostaje głos dopiero po nich. O serwerze producenta pisałem przy alarmie i przy monitoringu, więc tutaj tylko skrót: usługa działa tak długo, jak długo komuś opłaca się ją utrzymywać.
Na koniec zostaje prąd. Szafa z elektroniką dostaje zasilanie podtrzymujące, a po powrocie napięcia system ma wstać sam, bez logowania i bez telefonu do serwisu. Jest to zresztą najprostszy test odbiorowy, jaki można sobie wyobrazić: wyłączyć główny wyłącznik, odczekać chwilę i sprawdzić, co po jego załączeniu wstaje samo, a co wymaga człowieka. Nie wiem, które z dzisiejszych firm będą istniały za 15 lat, dlatego wymagam, aby podstawowe funkcje domu działały także wtedy, gdy któraś z nich zniknie.
Czyj jest projekt
Jest jeszcze rzecz, o której nikt nie mówi przy podpisywaniu umowy, a która wychodzi zwykle po latach: cała logika domu siedzi w pliku projektu. Są w nim funkcje każdego przycisku, adresy urządzeń, sceny, a w nowszych instalacjach także klucze szyfrowania. Kto ma ten plik i hasło do niego, ten może zmieniać dom; kto go nie ma, może co najwyżej zgadywać.
W wielu instalacjach taki projekt istnieje wyłącznie na laptopie instalatora, bez kopii u właściciela, bez listy urządzeń i bez opisu, co który moduł robi. Dopóki instalator odbiera telefon, nikt tego nie zauważa. Kiedy przestaje, ponieważ zmienił branżę, wyjechał albo firma przestała istnieć, nowy integrator staje przed domem jak przed cudzym komputerem bez hasła, a utraconego hasła do projektu zwykle nie da się odzyskać i zostaje odtwarzanie projektu od zera.
Na moich budowach programuję ten system sam, natomiast na pewno masz w tym udział, bo trzeba się zastanowić, jak będziesz z tego domu korzystał, jak będziesz w nim żył, żeby te funkcje miały sens dla Ciebie. Ale ważne jest też to, żebyś mógł samodzielnie je potem edytować.
Przy odbiorze dostajesz ode mnie plik projektu z hasłem i kluczami, listę urządzeń z opisem funkcji, hasła administracyjne oraz instrukcję dla domowników napisaną po ludzku, także w formie wideo: który przycisk co robi, co działa po zaniku prądu i do kogo dzwonić. To jest Twoja własność, tak samo jak mury. Od chwili przekazania dostęp do systemu masz tylko Ty, dopóki sam komuś go nie dasz; mój zostaje wyłącznie wtedy, kiedy o to poprosisz, albo na czas prac, które jeszcze trwają. Kto i do czego ma w domu dostęp, opisuję szerzej w tekście o bezpieczeństwie warstwami. Zdarza się też, że ustawienia całego domu są zarejestrowane na konto instalatora albo pierwszego właściciela i przy sprzedaży okazuje się, że poprzedni właściciel nadal ma dostęp, dlatego pytam, na czyje konto to wszystko jest zarejestrowane.
Przy automatyce spotyka się w kilku punktach więcej branż, niż widać z zewnątrz: elektryka, osłony, technika basenu i alarm. Ich terminy układam tak, żeby każda z nich zdążyła przed zamknięciem ścian.
Co zostaje osobno
Jest kilka rzeczy, których automatyce nie oddaję, choćby potrafiła nimi sterować.
Alarm prowadzę osobno i łączę go z automatyką w jednym, ustalonym punkcie: automatyka dostaje od alarmu jednostronnie tyle, ile trzeba, na przykład informację, że dom jest uzbrojony, aby zgasić światła, natomiast uzbrajać i rozbrajać ma wyłącznie alarm na własnej instalacji. Dlaczego akurat tak, napisałem w tekście o systemie alarmowym i nie będę tego tutaj powtarzał.
Własne sterowniki zostają tam, gdzie producent zaszył w nich blokady bezpieczeństwa: pompa ciepła, rekuperator, technologia basenu i osuszanie hali, sauna, napęd bramy, ładowarka. Każde z takich urządzeń pilnuje samo siebie, czyli odszraniania, temperatury granicznej i fotokomórki w bramie, i tak ma zostać. Automatyka dostaje od nich odczyt i może poprosić o nastawę w dozwolonym zakresie, natomiast nie steruje sprężarką ani grzałką bezpośrednio. Jeden system, który rządzi wszystkim, brzmi dobrze na prezentacji, w praktyce zaś oznacza, że jedna aktualizacja potrafi naraz zepsuć ogrzewanie, bramę i basen, a serwisant pompy ciepła, który przyjeżdża i nie zastaje sterownika producenta, nie ma na czym pracować.
Osobno zostaje też to, co wcale nie musi być automatyczne. Automatyka ma rozwiązywać problemy z listy, a jeżeli lista jest krótka, to i system powinien być mały.
Kiedy to się nie opłaca – i co zostawić na później
Kiedy lista funkcji jest krótka. Jeżeli zostają z niej osłony, brama i światło na podjeździe, pełny system magistralowy na cały dom jest przesadą, ponieważ kilka prostych modułów robi to samo przy ułamku złożoności i z jedną osobą mniej na liście serwisu. Warunek jest taki, aby instalacja była ułożona z myślą o rozbudowie: kable prosto do rozdzielnicy, głębokie puszki, zapas miejsca. Jest to tani zapas na zmianę zdania.
Kiedy decyzja przychodzi po tynkach. Wtedy zostaje radio, czyli moduły w głębokich puszkach, czujniki na bateriach i sterowanie grupami zamiast pojedynczymi punktami. Przy zwykłym domu często wystarcza, przy rezydencji zaś ta furtka jest wąska, ponieważ najwięcej wartości siedzi w rzeczach, których radiem nie zrobisz: w zasilaniu osłon, trasach na zewnątrz, rozdzielnicach i szafie.
Kiedy system ma zastąpić projekt. Żadna automatyka nie naprawi domu, w którym przyciski są w złych miejscach, bo nikt nie wiedział, gdzie stanie łóżko. Funkcję przycisku da się przeprogramować, ściany, w której siedzi puszka, już nie.
Nie obiecuję, że elektronika przeżyje 20 lat bez serwisu, bo nie przeżyje, ani że opowiem Ci, jak automatyka jest ułożona w konkretnych domach, które budowałem – tego nie robię ani w tekstach, ani w rozmowach. Nie obiecuję też, że aplikacja, w której zamkniesz dom, przez następne 20 lat się nie zmieni, bo zmieni się na pewno; dlatego tyle miejsca zajmuje tutaj pytanie, kto będzie mógł to zmieniać.
O co pytam, zanim powiem „tak”
- Co dom ma robić sam, czyli czy jest lista funkcji dla każdego pomieszczenia, spisana przed rozmową o jakimkolwiek systemie?
- Czy projekt automatyki powstaje razem z projektem elektryki i czy elektryk wie, że kable idą prosto do rozdzielnicy?
- Ile miejsca zostaje w rozdzielnicach po zamontowaniu wszystkiego, co jest dziś w projekcie, i gdzie stanie szafa techniczna?
- Które trasy na zewnątrz mają pustą rurę na zapas i czy zdjęcia tras zostały zrobione przed tynkami?
- Czy przycisk na ścianie zapala światło, gdy centrala nie działa? A gdy nie działa internet, a serwer producenta został wyłączony na stałe?
- Jaki stan przyjmują osłony przy awarii i kto to ustalił dla każdego pomieszczenia? A brama: co robi napęd bez prądu i jak się go otwiera ręcznie?
- Czy plik projektu, hasła i klucze trafią przy odbiorze do właściciela, kto jeszcze będzie miał do nich dostęp i co właściciel zmieni samodzielnie?
- Gdzie jest punkt styku z alarmem i czy automatyka może alarm tylko czytać, czy także nim sterować?
- Które urządzenia zachowują własny sterownik i co dokładnie automatyka może im nakazać?
Najczęstsze pytania
KNX czy system producenta – co wybrać do rezydencji?
To pytanie jest skrótem od innego. Pytam, od czego system będzie zależał: od jednego instalatora, od istnienia jednej firmy, od jej serwera, od jednej centrali. Otwarty standard odpowiada na część z tych pytań z założenia, ponieważ nie należy do żadnego producenta, a instalację może przejąć inny integrator, ale tylko wtedy, gdy dostaniesz plik projektu, hasła i klucze. System jednego producenta bywa wyborem lepszym, o ile odpowiedzi na te same pytania są zadowalające i zapisane w umowie: praca lokalna bez serwera, projekt i hasła u Ciebie, serwis możliwy u więcej niż jednej firmy. Dopiero po tych odpowiedziach ma sens rozmowa o konkretnym systemie.
Czy smart home da się dołożyć w gotowym domu, po tynkach?
Część tak, radiem: moduły w głębokich puszkach, czujniki na bateriach, sterowanie osłonami, które miały już zasilanie. Tego, co wymaga wcześniej ułożonych kabli, czyli osobnych obwodów, zasilania do napędów, czujników w ścianach i miejsca w rozdzielnicy, nie da się dołożyć bez kucia. Przy zwykłym domu radio często wystarcza, przy rezydencji zwykle nie, ponieważ najwięcej znaczą osłony, trasy na zewnątrz i szafa techniczna.
Czy automatyka domu powinna sterować alarmem?
Nie. Automatyka może wiedzieć, że dom jest uzbrojony, i na przykład zgasić światła, natomiast uzbrajać i rozbrajać ma alarm na własnej, osobnej instalacji, a styk między nimi jest jednym, zdefiniowanym punktem. Powód jest prosty: alarm ma być przewidywalny, a automatykę ktoś z założenia regularnie przestraja, więc serwis jednego nie powinien otwierać drugiego.
Ile kosztuje automatyka w rezydencji?
Z metrażu nie policzysz tego w ogóle. Cena wynika z listy funkcji, z liczby osłon i punktów sterowanych, z liczby systemów, które mają ze sobą rozmawiać, oraz z momentu decyzji, ponieważ to samo zaplanowane razem z elektryką i to samo dokładane po tynkach to dwie różne kwoty. Zanim lista istnieje, każda liczba jest wzięta z sufitu.
Na pozostałe pytania o współpracę, dyskrecję i przebieg pierwszej rozmowy odpowiadam w sekcji Pytania.
Jeżeli myślisz o domu, który ma robić część rzeczy sam, ta rozmowa powinna się odbyć przed projektem elektryki. Porozmawiajmy o Twoim projekcie.
